2013

Początek roku nie był dla nas zbyt udany, gdyż Bartek sporo chorował. Przez to musieliśmy odwołać feriowy turnus w Zaździerzu.
Gdy tylko zdrowie dopisywało Bartek uczestniczył w zajęciach w OREW-ie, które uwielbia. Dzięki temu szybciej mija mu czas a ponadto ma kontakt z rówieśnikami i wiele się uczy. Codziennie też ćwiczy godzinę. Najfajniej jest gdy już sprzyja pogoda i wyruszają całą grupą na rożnego rodzaju wycieczki, basen, do stadniny koni...Bardzo dużo się tam dzieje i bardzo mnie to cieszy bo Bartek jest urodzonym podróżnikiem i uwielbia poznawać świat.

Wielkanoc spędziliśmy w domu, Bartek źle się czuł więc nie mogliśmy pojechać nigdzie z rodzinną wizytą. Za to w drugi dzień Świąt część rodziny przyjechała do nas i od razu zrobiło się weselej.

Na kolejny turnus rehabilitacyjny pojechaliśmy w maju. Był to turnus w „Michałkowie”. Tak jak na poprzednim turnusie było kameralnie. Bartek ćwiczył z różnym natężeniem bo niestety często zasypiał albo udawał ze śpi. Jednak bywały dni ze nas zaskakiwał swoją wytrzymałością. Na efekty tego turnusu nie musieliśmy długo czekać. Bartuś niesamowicie się wzmocnił. Bez problemu przekręca się na brzuch, próbuje już przekręcić się z brzucha na plecy, sam podnosi się do siadania, dłużej siedzi. Zrobił się bardziej ruchliwy, musimy na niego uważać bo potrafi już po swojemu przemieścić się i nieźle nabroić.

W maju Bartuś przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej. To był bardzo wzruszający moment. Jestem bardzo wdzięczna księdzu, który przygotowywał dzieci do komunii, wszystkim opiekunom i rodzicom. Razem przeżywaliśmy ten dzień. Była piękna pogoda, dzieci wspaniale wyglądały w białych albach, a cała uroczystość była bardzo piękna.

Wakacje to z jednej strony odpoczynek a z drugiej nuda bo Bartek nie jeździ do OREW-u i w domu nie ma tylu atrakcji. Pojechaliśmy na dwa tygodnie do rodziny a potem na kilka dni w Bieszczady. W Bieszczadach było rewelacyjnie, Bartkowi zdecydowanie słuzy ten klimat. Był cały czas radosny, pogodny, chodziliśmy nad wodę i na wycieczki, spacerowaliśmy po Polańczyku i Bartkowi wszystko bardzo się podobało.

Na przełomie lipca i sierpnia pojechaliśmy na turnus rehabilitacyjny do nowego ośrodka "FILII" w Bielsko-Białej. Ośrodek jest położony w malowniczym miejscu , z okien mieliśmy wspaniały widok na góry. Bartek miał zajęcia przez cały dzień, średnio 5 godzin. Oczywiście miał duże przerwy między zajęciami, żeby odpocząć czy coś zjeść.Kadra bardzo profesjonalna, otwarta na sugestie rodziców, grafik dopasowaliśmy do możliwości Bartka. Nic na siłę, bez pospiechu. To był jeden z najlepszych turnusów na jakich byliśmy. Bartek początkowo stosował swoją starą taktykę czyli udawał ze śpi jak zbliżaliśmy się na zajęcia. Jednak z czasem wszedł w rytm turnusowy i bardzo aktywnie pracował. Codziennie dwie godziny ćwiczył, miał zajęcia z pedagogiem, neurologopedą, terapię ręki, integrację sensoryczną oraz dogoterapię.


W czasie wolnym spacerowaliśmy, zwiedzaliśmy okolicę i po prostu odpoczywaliśmy, zwłaszcza że przez całe dwa tygodnie mieliśmy słoneczną pogodę. Naładowaliśmy akumulatory przed końcem wakacji, jeszcze parę tygodni i szkoła. Bartek zmieni grupę, trzeba będzie od nowa przyzwyczajać się do wychowawców i opiekunów. Ale jestem dobrej myśli i wierzę że tak jak poprzednio zmiany nie muszą oznaczać że będzie gorzej.