2018

Ten rok powitaliśmy w szpitalu, gdzie Bartek trafił w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia z gorączką i zakażeniem układu moczowego. Po ponad tygodniu wyszliśmy do domu. Niestety wraz z wprowadzeniem u Bartka cewnikowania pojawiły się infekcje a także krwawienie z cewki dlatego niedługo potem znowu nastąpiło zakażenie, skrzepy krwi , cewnik zatkany nie było innej możliwości jak szukać pomocy w szpitalu. Tym razem spędziliśmy w szpitalu Święta Wielkanocne. Bartek ponownie dostał antybiotyki i wyszedł z tego, jednak problem tych krwawień nie został rozwiązany. W czasie pobytu w szpitalu Bartuś miał podłączony stały cewnik, po powrocie do domu trzeba było cewnikować kilka razy dziennie i ta krew pojawiła się znowu. Wpadliśmy w końcu na pomysł żeby spróbować cewnikować innymi cewnikami i udało się, przy cewnikach hydrofilowych krwawienia nie ma. Niestety są one dziesięć razy droższe i trudno dostępne, ale dzięki wsparciu naszych przyjaciół, zbiórce jednego procenta możemy póki co zapewnić mu zakup tych cewników. Nie rozwiązały one jednak problemu zakażeń bo te pojawiają się co jakiś czas i końcem maja po raz trzeci w tym roku Bartuś był w szpitalu, kolejne zakażenie, bakterie i ogólnie zły stan zdrowia, przez sześć dni utrzymywała się gorączka.
Po wyjściu ze szpitala konsultowaliśmy się z neurochirurgiem bo w rezonansie Bartka widać torbiele w kręgosłupie, być może istnieje jakiś ucisk i to spowodowało że Bartek przestał sikać. Potrzeba dalszej diagnostyki neurochirurgicznej i urologicznej.

W lipcu o ile wszystko będzie w porządku jedziemy na turnus rehabilitacyjny nad morze, bardzo chcielibyśmy odpocząć trochę od szpitali, codziennych obowiązków, po prostu nacieszyć się w spokoju sobą. Zaraz potem mamy kontrolna wizytę w warszawie w związku z padaczką Bartka. Niestety ta nie odpuszcza, ataków jest coraz więcej…
Mimo tych wszystkich narastających problemów Bartek wciąż jest takim kochanym, pogodnym chłopcem, bardzo dzielnym i cierpliwym. Można to zobaczyć na zdjęciach, które dołączamy do aktualności.

W tej chwili walczymy z kolejna infekcją, na razie w domu ale bardzo, bardzo się martwimy :(